„Życie Mędrca Brisingira ;}”
Na świecie trzydziestym, przed wieloma latami,
spotkali się dwaj gracze ze sporymi punktami.
Pierwszy był mężczyzną, nazywał się Bris;
Strasznie był cwany i chytry jak lis.
Surowce umiał wymusić prawie od każdego,
a przy tym cały czas miał farta dużego,
bo wojsko jego zawsze wygrywało,
otaczając go bogactwem, szacunkiem i chwałą.
Drugi gracz, Ingir, to była kobieta,
która wiedziała, że szczęście ją czeka,
bo pełne surowców miała spichlerze,
w każdej wiosce czuła się jak w cudnym plenerze.
Budynki miała najlepsze, pięciogwiazdkowe,
gwarantowały jej luksus i wszelką wygodę.
Oboje mieli ex aequo pierwsze miejsce w rankingu,
żeby się wyprzedzić, bili się jak na ringu.
Codziennie nowe budynki budowali,
z zapałem swoje wojsko rekrutowali,
bez przerwy wioski kolejne przejmowali,
o miejsce walecznie rywalizowali.
Punkty wciąż im rosły, lecz równo niestety;
nikt nie umiał wygrać, choć blisko do mety.
Podczas tego grania, szybko się poznali
i po mniej niż roku, miłością zapałali.
Spotkali się w kawiarni, wykwintnej, romantycznej;
Bris przyznał że nie widział kobiety tak ślicznej,
a Ingir, Brisem oczarowana,
codziennie wieczorami się z nim spotykała.
Po dwóch latach znowu się spotkali,
tym razem w kościele, na uroczystej gali,
po prostu na ślubie – bo miłość ich wielka,
przetrwała nadal świeża, leciutka jak mgiełka.
Ingir wyszła za mąż, a Bris się ożenił;
kwiat ich miłości głęboko się zakorzenił.
Zamieszkali w ładnym domku, nad rzeką, strumieniem,
a Bris się chętnie zajął domu urządzeniem.
Niestety w Plemiona obydwaj grać przestali,
kiedy na świat potomka wydali.
Nazwali go Maciej, po sędziwym dziadku,
bo marzyli dyskretnie o olbrzymim spadku.
Ingir się troskliwie Maćkiem zajmowała,
na mądrego chłopca go wychowywała.
Tata o średniowieczu bajki mu opowiadał,
przez co Maciuś o rycerzach gadać nie przestawał,
W Plemiona grać zaczął, gdy miał cztery lata;
choć nie umiał czytać, pomagał mu tata.
Jego Nick to Brisingir – rodziców połączenie,
które jemu samemu spodobało się szalenie.
Po rodzicach osiągnął talent niemały,
w mig zdobywał wioski, dążąc do chwały.
Wiosek miał coraz więcej, surowce się mnożyły,
wojska graczy najlepszych przed nim się trwożyły.
A Maciek się starzał, wzrastał stopniowo,
do szkoły zaczął chodzić, poznał klasę nową.
Nowi koledzy i nauczyciele,
a do tego lekcje – lekcji bardzo wiele!
Brisingir nauczył kumpli, jak się gra w Plemiona –
i wnet o tej grze, wiedziała cała szkoła.
Lecz on pozostał najlepszy, to rzucało się w oczy,
więc do dziś ulicą, dumny jak paw kroczy.
Aż do szóstej klasy, wiecznie był lubiany,
zdobywał uznanie i liczne pochwały.
Zawsze dowcipny i pełen humoru,
bez przerwy z werwą i pełen wigoru.
Uśmiech z Maćka twarzy nigdy nie znikał,
On nigdy nie był chory i nigdy nie kichał.
Wszystkie dziewczyny za nim szalały,
wszystkie koleżanki po prostu go kochały!
Atrakcyjny, przystojny i wysportowany –
nauczycielki też go uwielbiały!
W gimnazjum też cieszył się wielką sławą,
Plemiona wciąż były Macieja zabawą.
Zmieniał plemiona, zakładał własne,
wszystkie dla niego były za ciasne;
bo mózg miał zbyt wielki, zbyt mądry czasami,
mądrość Brisingira wszyscy podziwiali.
A w końcu Maciek trafił do zakonu Syjonu,
(to plemię zaliczyło wiele wojen i sporów),
lecz kiedy on tam dołączył, nastały lepsze czasy;
wojny ustały, zarosły ścięte lasy.
Maćkowi się nowa nazwa zachciała;
zrobił głosowanie – nazwa RoD wygrała!
W plemieniu Smoczych Jeźdźców wiele zmian wprowadził,
lecz o regulamin nigdy nie zawadził.
Inni gracze z plemienia, się z nim zapoznali,
polubili go szczerze i Mędrcem nazwali.
Poznał wśród tych graczy Zakonnicę, Ferkila,
Normalnienormalną, Psychonica, Versira,
Multi-gilla i resztę, o których zapomniałam,
ale jeśli chcecie, bym kogoś dopisała,
to dajcie mi znak, bo wiecie, czasami
po prostu zapominam – wybaczcie kochani!
Ja sama cenię i lubię Mędrca Brisingira,
chociaż czasem swym pisaniem, normalnie z nóg mnie ścina!
Choć mnie często denerwuje,
jednak coś do niego czuję.
Zapamiętajcie chudzi, i grubi:
Kto się czubi ten się lubi!
Starotas