Z Pamiętnika Plemiończyka-część 5

|| Listopad 9th, 2009 || Artykuły, Felietony, Tematyka Plemion

             Jest wieczór, a może i nawet noc. Taka dziwna, cicha, zbyt zwyczajna i prosta aby nazwać ją nocą. Za oknem zaczyna prószyć pierwszy śnieg w tym roku. Siedzę przy starym komputerku, ba, posiada on trzy lata, ale już jednak stary, chciałoby się coś nowszego, mocniejszego. Kolejny upgrade, szkoda że w życiu nie jest on możliwy jak zakup nowszego sprzętu.
              Za oknem widać tylko jasny księżyc i płatki spadającego leniwie śniegu. Ostatni telefon, ostatnia rozmowa, co robić, sam dziś nie mam pojęcia co z sobą począć. Niebawem wigilia, już ustalenia porobione. Trzeba jeszcze iść wybrać jakieś dobre prezenty, w duszy coś gra, serce bije mocniej, miarowo, przyspieszając rytm, a same myśli schodzą mimowolnie na moją lubą.
Wstaje kolejny ranek, godzina 6 rano, dopiero wschodzi słońce po znużonej ciężkiej nocy. Głupie uczucie bez wartości jeszcze nie zszedł z powiek nocnego snu. Ubrany schodzę do piwnicy, w duchu powtarzając sobie że te „Niemcy” musieli być perfidnie niskiego wzrostu. Wpół pochylony, przeszedłem piwnice. Wrzuciłem parę dobrych kawałków drewna do pieca, potem szufle węgla i zapłon. Niech się pali, jeszcze przełączyć obieg na pompie i wszystko. Teraz do domku. Po ogarnięciu stwierdzam że jest już 11ta godzina. Dość późno, mam tylko 2h by zrobić zakupy, z czego dojście i powrót z miasta zajmował 45 minut, ta perspektywa nie była zbyt kusząca, by zrobić prezent dla kochanej osoby. Pośpiech nie jest zbyt dobrym doradcom.

Jestem w mieście, chodzę wokoło ratusza, od sklepu do sklepu miedzy tańczącymi wokoło mnie płatkami śniegu, wszędzie było już biało, ale mimo to, szukałem niezłomnie czegoś, co może wpaść jej w oko oraz się spodobać. W gonitwie myśli, w zakupów szale, ja nadal szukałem owego prezentu wytrwale. Kupiłem naszyjnik, kolczyki oraz perfumy. Dla siostrzeńców jakieś zabawki wadera, coś z tych dużych. Mimo wszystko jutro już wigilia. Szedłem drogą, śnieg delikatnie chrzęścił pod butami, a płatki wirowały wokoło. W końcu rok z śnieżnymi świętami. Wchodzę do domu, zapakowałem prezenty, wypiłem herbatę, klikam sobie delikatnie w plemionka i czytam o przerwie ataków, jak miło. Same odwiedziny będą. Powysyłałem więc po 100 pik w atak niech będą takie „odwiedziny”. Napisałem do każdego życzenia, ba nawet do wrogów z życzeniami i wysłaniem tego ataku jako podarku na święta. Słyszę dzwonek do drzwi, pospiesznie wyłączam stronę plemion. Zostaje Google i Onet. Otwieram drzwi, a tu moje kochane szczęście przyjechało. Ucieszony pomagam się rozebrać, wstawiam znów czajniczek na gazówkę :) . Mamy chwilę dla siebie, trochę porozmawiać…(…). Wieczorem przychodzą moi rodzice z pracy, ostatni dzionek przed wigilią, że trzeba było pracować. W domku wszystko poszykowane. Oczywiście moja mama i dziewczyna robiły porządki, podczas gdy ja i mój ojciec zajmowaliśmy się w kuchni pichceniem specjałów na wigilijny stół. Wzrokiem błagalnym spojrzałem na swoją lubą, aby tylko na chwilę na komputerku pomykać i sprawdzić ostatni raz świąteczne forum plemienia. Komputer z żalem wyłączam, obiecując sobie w duchu że wejdę tylko w miarę możliwości.
Widząc to moje kochanie, podeszła do mnie, zawsze potrafiła mnie rozbawić, często swoimi minkami . Ubraliśmy się, wyszliśmy na dwór. Rzucaliśmy się śnieżkami jak małe dzieci, potem zrobiliśmy orła na śniegu a na sam koniec ulepiliśmy bałwanka. Chociaż był koślawy i dość gruby, to niczego mu nie brakowało. A obok niego ulepiłem krokodyla, miał być straszny, a wyszedł śmieszny uwał śniegu przypominający owego gada. Zmarznięci i zziębnięci wróciliśmy do domu. Usiedliśmy razem na kanapie, dostaliśmy od mojej mamy gorące kakao. Było cudownie tak sobie posiedzieć. Razem, miło i ciepło, wtuleni… (…). Tego samego dnia, lecz około 15tej wyciągnąłem ją na dwór, robiło się stopniowo ciemno, ale mimo to w oddali było słychać śmiechy i gwar. Wziąłem z szopki gruby worek foliowy oraz stare sanie kuligowe (nie mylić z saniami zaprzęgowymi które ciągnie koń i są wielkością zbliżone do wozu, ani z sankami które są dość małe.). Ku jej zdziwieniu worek był dla niej nie zrozumiały. Poszliśmy razem trzymając się za dłonie do sąsiada rolnika, wziąłem od niego sporo słomy i napchałem do owego worka. Poszliśmy na pagórki, ludzi było coraz bardziej słychać, śmiechy, jakieś rozmowy, ba nawet i śpiewy.
Cudowny okres podczas zimy. Sanie zostawiłem pod górką, weszliśmy razem za innymi osobami na górę, po wyciętych w zmrożonej ziemi schodkach. Na szczycie czekaliśmy z owym workiem na swoją kolej, szkoda że miałem tylko jeden taki worek. Powiedziałem lubej że pokażę na czym polega taki zjazd w rynnie, która w pagórku została zrobiona przez dzieci i młodzież. Siadłem okrakiem i lekkie odepchnięcie i już zjazd szalony w dół góry. W pewnym miejscu był niewielki uskok ale jakoś się przeleciało. Potem przyszła kolej na moją pannę. Lekko ją kolega popchnął i już zjeżdżała. Tak, mogę powiedzieć że zajechała najdalej, a potem aż do 21godziny nie dała się odciągnąć, tak się jej to spodobało, często powtarzała „to lepsze niż sanki, szkoda tylko że tor macie dość krótki i z małym wzgórkiem”. (przypis własny : Jak trafiłem sam idealnie w ten wzgórek to niezłego siniaka miałem na pośladkach i plecach.)
Gdy udało mi się ją odciągnąć już od zjazdów, każde z nas miało mocno czerwone policzki, znów zaczynał prószyć śnieg. Załapaliśmy się z saniami do kuligu jeszcze, tak nam minął czas do północy. Wróciliśmy znów zmarznięci do domu, zadowoleni jak małe dzieci z chwil bezwolnej radości, a mi jeszcze w głowie chodziły plemiona. Jeszcze zostały tylko swoiste pielesze pod pierzynką w cieplutkim pokoiku.
Rano, wstając tylko włączyłem komputer by tylko zagrać chociaż chwilę, do wigilii rodzinnej parę już tylko godzin. Obejrzałem plemiona, nic ciekawego nie było, każdy pewnie spał, mało było napisane w forum, głównie tylko życzenia. W raportach było parę już odwiedzin. Długo plemionami nie było dane mi się cieszyć, kochanie się obudziło, więc włączyłem świąteczną muzykę, necik odłączyłem by nie kusiło mnie. Dałem sugestię by poszukać w szopce moich łyżew. Ha, moi rodzice powiedzieli że nie pójdą na stawek jeździć i żeby lepiej uważać, bo różnie to z nim być może, chociaż nie jest głęboki, to lepiej mieć się na baczności. W szopce po przeszukaniu znalazłem stare figurówki mojej siostry, pasowały dla mojej. A moich hokejówek nie mogłem znaleźć, dopiero po dłuższym czasie je zobaczyłem w kącie pod deskami. Niestety i te i te z powodu czasu zrobiły się tępe, zapytałem się taty co zrobić, no to na ostrzarce i kamieniu raz dwa naostrzyliśmy jedne i drugie łyżwy.
300 metrów od domu znajduje się stawek, nikogo nie było, ale bałem się trochę wejść na lód. Powoli wchodziłem coraz dalej, nie było stęknięć, a na sam koniec wycofałem się i rzuciłem dużym kamieniem w lód. Był jednak gruby. Można było spokojnie na nim jeździć. Założyliśmy łyżwy, no i okazał się problem :0 Ona nigdy nie jeździła, bo u nich nie ma gdzie, a rzeka nie zamarza. No to powoli krążąc wokoło lub przytrzymując uczyłem jeździć. Tak nam to długo schodziło że mój ojciec przyszedł po nas. Heh, wziął moje hokejówki i sam z 20 minut śmigał. Chociaż przyszedł z oburzeniem że się spóźniamy na wigilię.
Obejrzeliśmy pierwszą gwiazdkę, wigilia i prezenty …(…). Wieczorem miałem dwa nietypowe inne prezenty jeszcze, ale nie o tym będzie tutaj mowa.
Po świętach wróciłem do gry w plemiona, dwa dni byłem w plecy, nadal obowiązywał zakaz ataków. Biłem monety, budowałem budynki oraz rekrutowałem wojska. Mimo wszystko miałem już jakieś odejście od plemion, od gier i od komputera, nie były już całym moim życiem, rankingi już się nie liczyły, ale bardziej doceniałem graczy i osoby niedoświadczone. Chciałem im pomóc i uczyć gry, tej pasji. Tego co sam poznałem, zarazić ich moją pasją, moimi wrażeniami z gry. Pokazać że jeśli tylko chcą, mogą osiągnąć więcej niż tylko myślą. Ale jak bywa różnie czas to przedstawia… .

Ciąg dalszy nastąpi….
PS. ( przeżycia stanowią integralną część mojej persony, a fakty umieszczone w pracy są reliktem czasu.)
Ps. 2 Jeśli ktoś nie czytał poprzednich części, zapraszam do lektury :

a) Pamiętnik Plemiończyka cz.1 – KLIK
b) Pamiętnik Plemiończyka cz.2 – KLIK
c) Pamiętnik Plemiończyka cz.3 – KLIK
d) Pamiętnik Plemiończyka cz.4 – KLIK

Dla Kuriera Plemion – st. Red. Bogver

3 komentarzy w “Z Pamiętnika Plemiończyka-część 5”

  1. GreenLord GreenLord mówi:

    Jak zwykle świetne :)

  2. jurdasss jurdasss mówi:

    Wyjdzie kolejna część?

  3. Aqriel Aqriel mówi:

    Na pewno kiedyś tak, ale już nie na tym portalu. Ten zostaje zamknięty i zostawiony tylko do odczytu. Czekamy na nowy :)

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu (http://kurierplemiona.pl/index.php/regulamin/ PHVsPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19hYm91dDwvc3Ryb25nPiAtIDxwIGFsaWduPVwibGVmdFwiPjxzcGFuIHN0eWxlPVwiY29sb3I6IGdvbGRcIj5UbyBqZXN0IHdlcnNqYSBhcmNoaXdhbG5hICh0eWxrbyBkbyBvZGN6eXR1KSBzdGFyZWdvIHBvcnRhbHUgS3VyaWVyYSBQbGVtaW9uLiBTdGFydCBub3dlZ28gcG9ydGFsdSBuaWViYXdlbS48YnI+WmFwcmFzemFteSBuYTwvc3Bhbj4gPHNwYW4gc3R5bGU9XCJjb2xvcjogcHVycGxlXCI+S3VyaWVyUGxlbWlvbi5wbDwvc3Bhbj48L3A+PC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fYWJvdXRsaW5rPC9zdHJvbmc+IC0gaHR0cDovL2t1cmllcnBsZW1pb25hLnBsL2luZGV4LnBocC9wYXJlLXNsb3ctby1rdXJpZXJ6ZS88L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19hZHNfcm90YXRlPC9zdHJvbmc+IC0gdHJ1ZTwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2FkX2ltYWdlXzE8L3N0cm9uZz4gLSBodHRwOi8vd3d3Lndvb3RoZW1lcy5jb20vYWRzL3dvb3RoZW1lcy0xMjV4MTI1LTEuZ2lmPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fYWRfaW1hZ2VfMjwvc3Ryb25nPiAtIGh0dHA6Ly93d3cud29vdGhlbWVzLmNvbS9hZHMvd29vdGhlbWVzLTEyNXgxMjUtMi5naWY8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19hZF9pbWFnZV8zPC9zdHJvbmc+IC0gaHR0cDovL3d3dy53b290aGVtZXMuY29tL2Fkcy93b290aGVtZXMtMTI1eDEyNS0zLmdpZjwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2FkX2ltYWdlXzQ8L3N0cm9uZz4gLSBodHRwOi8vd3d3Lndvb3RoZW1lcy5jb20vYWRzL3dvb3RoZW1lcy0xMjV4MTI1LTQuZ2lmPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fYWRfdXJsXzE8L3N0cm9uZz4gLSBodHRwOi8vd3d3Lndvb3RoZW1lcy5jb208L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19hZF91cmxfMjwvc3Ryb25nPiAtIGh0dHA6Ly93d3cud29vdGhlbWVzLmNvbTwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2FkX3VybF8zPC9zdHJvbmc+IC0gaHR0cDovL3d3dy53b290aGVtZXMuY29tPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fYWRfdXJsXzQ8L3N0cm9uZz4gLSBodHRwOi8vd3d3Lndvb3RoZW1lcy5jb208L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19hbHRfc3R5bGVzaGVldDwvc3Ryb25nPiAtIGdyYXkuY3NzPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fYXV0b19pbWc8L3N0cm9uZz4gLSB0cnVlPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fY3VzdG9tX2Nzczwvc3Ryb25nPiAtIDwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2N1c3RvbV9mYXZpY29uPC9zdHJvbmc+IC0gaHR0cDovL2t1cmllcnBsZW1pb25hLnBsL3dwLWNvbnRlbnQvd29vX3VwbG9hZHMvMy1mYXZpY29uLmljbzwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2V4Y2x1ZGVfY2F0czwvc3Ryb25nPiAtIDwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2V4Y2x1ZGVfcGFnZXM8L3N0cm9uZz4gLSA8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19mZWF0dXJlZF9wb3N0czwvc3Ryb25nPiAtIDU8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19mZWVkYnVybmVyX3VybDwvc3Ryb25nPiAtIDwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2dvb2dsZV9hbmFseXRpY3M8L3N0cm9uZz4gLSA8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19ob21lPC9zdHJvbmc+IC0gdHJ1ZTwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2hvbWVfYXJjaGl2ZXM8L3N0cm9uZz4gLSA8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19ob21lX2ZsaWNrcl9jb3VudDwvc3Ryb25nPiAtIDwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2hvbWVfZmxpY2tyX3VybDwvc3Ryb25nPiAtIDwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2hvbWVfZmxpY2tyX3VzZXI8L3N0cm9uZz4gLSA8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19ob21lX2xpZmVzdHJlYW08L3N0cm9uZz4gLSAxMDwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX2hvbWVfcG9zdHM8L3N0cm9uZz4gLSA1PC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fbG9nbzwvc3Ryb25nPiAtIGh0dHA6Ly9rdXJpZXJwbGVtaW9uYS5wbC93cC1jb250ZW50L3dvb191cGxvYWRzLzQtbG9nby5wbmc8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19tYWlucmlnaHQ8L3N0cm9uZz4gLSBmYWxzZTwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX21hbnVhbDwvc3Ryb25nPiAtIGh0dHA6Ly93d3cud29vdGhlbWVzLmNvbS9zdXBwb3J0L3RoZW1lLWRvY3VtZW50YXRpb24vaXJyZXNpc3RpYmxlLzwvbGk+PGxpPjxzdHJvbmc+d29vX25hdjwvc3Ryb25nPiAtIHRydWU8L2xpPjxsaT48c3Ryb25nPndvb19yZXNpemU8L3N0cm9uZz4gLSB0cnVlPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fc2hvcnRuYW1lPC9zdHJvbmc+IC0gd29vPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fdGFiczwvc3Ryb25nPiAtIGZhbHNlPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fdGhlbWVuYW1lPC9zdHJvbmc+IC0gSXJyZXNpc3RpYmxlPC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fdXBsb2Fkczwvc3Ryb25nPiAtIGE6Mjp7aTowO3M6NTg6Imh0dHA6Ly9rdXJpZXJwbGVtaW9uYS5wbC93cC1jb250ZW50L3dvb191cGxvYWRzLzQtbG9nby5wbmciO2k6MTtzOjYxOiJodHRwOi8va3VyaWVycGxlbWlvbmEucGwvd3AtY29udGVudC93b29fdXBsb2Fkcy8zLWZhdmljb24uaWNvIjt9PC9saT48bGk+PHN0cm9uZz53b29fdmlkZW88L3N0cm9uZz4gLSB0cnVlPC9saT48L3VsPg==